O autorze
Polski ekonomista, polityk i przedsiębiorca, Senator VI i VII kadencji(2005-2011).
Przewodniczący Komisji Gospodarki Narodowej. Twórca i akcjonariusz największej w Polsce firmy HR Work Service SA. Notowanej na GPW. Laureat licznych nagród biznesowych Przedsiębiorca Roku, Lider Przedsiębiorczości, Teraz Polska. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, oraz Georgetown University i IESE Business School. Vice Prezydent Pracodawców RP, członek międzynarodowej grupy New Leaders of Tomorrow. Żonaty, ma dwóch synów.

Potrzebujemy edukacji i innowacji a nie sztucznego podnoszenia płac

Dlaczego jedni zarabiają mniej inni więcej? Dlaczego mój kolega ma cztery razy wyższą pensję, a ja takiej osiągnąć nie mogę? Czemu Niemcy zarabiają więcej od Polaków? Ten system jest tak niesprawiedliwy! Ktoś coś musi z tym coś zrobić! Kto? Państwo? Mój pracodawca? A może związki zawodowe? Rozmowa o zarobkach wywołuje niezwykłe emocje i często nierealistyczne oczekiwania. Eryk Stankunowicz na łamach Forbesa rozpoczął ważną debatę, jak zarabiać więcej? http://kariera.forbes.pl/rozmowy-o-polsce-jaka-praca-jaka-placa-,artykuly,162583,1,1.html

Gdyby płacami i firmami dało się zarządzać w sposób scentralizowany gospodarki krajów socjalistycznych nie skończyłyby na śmietniku historii. Dlatego nie mogę zgodzić się z tezą, że rozwiązaniem problemu wzrostu gospodarczego i jednocześnie niepokojów społecznych w Polsce jest uruchomienie prostego gospodarczego perpetuum mobile: „Więcej płaćmy ludziom, a oni wydając na konsumpcję podniosą poziom zysków swoich pracodawców. Wtedy pracodawcy będę mieli środki na kolejne podwyżki”. Gdyby to było możliwe świat byłby piękny. Niestety to tylko intelektualna zabawa, ekonomia jest dużo bardziej skomplikowana.
Zajmujemy się rynkiem pracy od 15 lat. Obserwujemy jego wzloty i upadki, śledzimy statystyki i badamy oczekiwania firm i pracowników. Work Service dziś już spółka giełdowa stała największym prywatnym pośrednikiem w zatrudnieniu, oferując miejsca pracy ponad 100 tys osób w Polsce i dziesiątkom tysięcy ludzi w ośmiu innych krajach europejskich.
Wiem więc, o czym mówimy. Rozumiem też rosnące oczekiwania. Każdy z nas chce, żeby przeciętny Polak zarabiał jak najwięcej. Ja też. Daleki jestem jednak do nawoływania o podwyżki w firmach , które „schowały” przed swoimi pracownikami 200 mld oszczędności.
Na początek warto rozprawić się z magią wielkich liczb. Dwieście miliardów oszczędności w firmach! „Jak to brzmi?”- pomyśli zwykły Kowalski. ONI trzymają tak ogromne pieniądze i z nami się nie podzielą. Otóż królową manipulacji jest statystyka. Te 200 mld znajduje się na rachunkach 2,5 mln firm. Tak więc na rachunku przeciętnej firmy znajduje zaledwie 80 tys PLN. Inaczej brzmi?
Druga metoda liczenia , gdyby te oszczędności naprawdę oddać na podwyżki (nie zważając na inwestycje, czy potrzebne kapitały obrotowe firm) to dla około 16 mln pracujących osób w Polsce starczyłoby rocznie po 900 pln brutto (550 netto) na osobę. Jednym słowem w ciągu roku „przeżarlibyśmy” 20 lat oszczędności naszych firm.
Wart się tez zastanowić, które firmy mają oszczędności ? Zapewne banki, firmy paliwowe i wydobywcze. Poziom 80 tys PLN na własnym rachunku ma niewiele spośród polskich małych i średnich firm. Jak kończy się zabawa statystykę widać powyżej, dlatego lepiej skupić się na samej wartości wynagrodzenia.
Polska nie jest już w ogonie Europy jeżeli chodzi o poziom wynagrodzeń. Powoli ale pniemy się w górę. W ciągu ostatnich pięciu lat Średnie wynagrodzenie wzrosło z 2960 PLN do 3760 PLN, a minimalne z 1126 PLN do 1680 PLN. W obu przypadkach dużo szybciej niż inflacja. Nie mogą tego o sobie powiedzieć kraje starej UE. Nasi sąsiedzi też nie mają lepiej , nasze średnie wynagrodzenie jest wyższe niż na Litwie, Węgrzech w Czechach czy Słowacji. Jest nawet podobne do portugalskiego. Kłopot w tym , że mówimy tu o wynagrodzeniach brutto. Nasz fiskus jest bardziej pazerny i „na rękę” zostaje nam czasami mniej. Grecy są tylko o 10 % lepiej zarabiającym narodem. Oczywiste kompleksy możemy czuć wobec Niemców czy Francuzów. Tylko jak można porównywać nas, z 20 letnią historią budowania wolnej gospodarki, do krajów, które są jednymi z najbogatszych na świecie? Te kraje mają ogromną przewagę nad nami, kapitałową, technologiczną, infrastrukturalną. Zazdrość która może pojawić się przy porównaniu nas do Niemiec, przypomina zazdrość małego dziecka, że nie biegnie tak szybko jak tata mimo tego, że ma pięć razy krótsze nóżki. Biegniemy, rośniemy , ale to wymaga czasu. Jeżeli utrzymamy to tempo za 20 lat dogonimy średnią europejską , a należy pamiętać, że EU to elita świata.
Co zrobić, żeby więcej zarabiać? Jedno jest pewne edukacja, innowacje i przedsiębiorczość – rozwój tych sfer może dać ogromne możliwości. Polacy nie muszą wyjeżdżać za pracą za granicę, ale mogą tam robić interesy, zakładać firmy, budować kapitał. Wynagrodzenia w Polsce będą rosły w swoim tempie, jeżeli utrzyma się dotychczasowe - nie będzie tak źle. Większy potencjał mogą osiągnąć wraz z rozwojem komunikacji, infrastruktury, uproszczeniem podatków, działalności firm i ich dostępem do kapitału. Siłowe lub administracyjne ich zwiększanie nie będzie działać ani na korzyść firm ani pracowników, ci o najniższych kwalifikacjach mogą pozostać stale bezrobotni. Rząd musi pomóc w dostępie do kapitału rodzimym firmom. Związki zawodowe nie powinny upolityczniać swojej aktywności, a miejscem do dyskusji o rynku pracy jest komisja trójstronna. Ja też chcę by Polacy zarabiali więcej, żeby rosła nasza klasa średnia, żeby każdego było stać na wakacje, a bezrobocie wynosiło 5 %. Uważam, jednak że droga do tego to jeszcze wiele lat ciężkiej wspólnej pracy.
Trwa ładowanie komentarzy...