Związkowy "Dinozaur”

Ewolucja nie omija ludzkich zależności, nie dostosowane do oczekiwań społecznych organizacje upadają. Dzisiejszy rynek pracy nie przypomina tego sprzed 20 lat. Żyjąca na jego łonie struktura związków zawodowych, albo dostosuje się do nowej rzeczywistości albo przestanie się liczyć jako istotny partner społeczny. Nadchodzi czas próby, której skostniałe struktury mogą nie przetrwać.

Doprowadzony do ostateczności dziki zwierz potrafi podejmować zupełnie nieracjonalne decyzje, rzuca się w przepaść, skacze na wielokrotnie większego i silniejszego przeciwnika, gryzie i drapie, odreagowując skrytą agresję i frustrację. Do tego zachowania pcha go wola życia, pierwotna siła wynikająca z ewolucji, historii i obserwacji świata który go otacza. Jednak ewolucja jest nieubłagana, zawsze eliminuje z otoczenia gatunki zbędne, słabe lub po prostu niedostosowane. Nawet te posiadające ogromne paszcze, kły, pazury jak zawsze dla otoczenia śmiertelnie niebezpieczne. Czasami przyroda daje gatunkowi szansę. Musi on zmienić się, dostosować, przygotować do istniejących warunków środowiska i świata w którym żyje. Wystarczy czasem wyjść z wody lub przestać gryźć, ryczeć i zmienić tryb życia.



Tak…wówczas natura bywa pobłażliwa...

Ten wstęp nie jest chęcią konkurowania z Martyną Wojciechowską, National Geographic, nie świadczy również o moim szczególnym zainteresowaniu teorią Darwina. Mam jednak nieodparte wrażenie, że przemyślenia słynnego naukowca można stosować nie tylko w teorii rozwoju gatunków. Wiele z tych idei znajduje zastosowanie do panujących w ludzkich społecznościach relacji, działających systemów komunikacji, skomplikowanych systemów gospodarczych oraz zmian społecznych, które wciąż obserwujemy. Tak jak w gospodarce lepszy produkt wypiera ten gorszy, szybszy-wolniejszy, ładniejszy-nieciekawy,a nowoczesny-przestarzały.

Nie musimy szukać dalekich przykładów, czy ktoś z nas nadal chce używać aparatów na klisze, dyskietek 5 i ½ cala, telefonów Centertela czy samochodów Wartburga. Nasz świat nie biegnie do przodu, on pędzi -wręcz z astronomiczną szybkością. Ludzie pędzą wraz nim, komunikując się między sobą, wymieniając poglądami, wpływając na swoje otoczenie przez społecznościowe i elektroniczne sieci wymiany informacji. Jak bolesny jest wpływ ludzi na rzeczywistość przekonali się twórcy ACTA, producenci wielu dóbr FMCG, linie lotnicze które zniszczyły gitarę jednemu z mało znanych (przed tym incydentem) muzykowi country, czy też ostatni bolesny przykład z naszego lokalnego podwórka NC+.

Politycy obchodzą media w komunikacji ze społeczeństwem, media stają się obywatelskie, a prawdziwy ruch oburzonych nie może już jak kiedyś powstać w zaciszu biur i gabinetów. Świadomość ludzi jest znacznie większa niż kiedyś, obserwujemy gigantyczny ruch niezależności społecznej, niezależności od szeroko rozumianych autorytetów. Ludzie chcą sami decydować. O życiu, konsumpcji, zabawie, czasie wolnym i przede wszystkim o pracy.

Tak – praca , młode pokolenie definiuje ją zupełnie inaczej niż kiedyś. Młodzi nie oczekują od pracy, tego żeby była (nawet jeśli jej nie ma, poczekają na odpowiednią). Oczekują realizacji ich ambicji, zainteresowań i możliwości finansowych .Nie wyobrażają, sobie aby ich świat zawodowy reprezentowały instytucje, które historycznie nie potrafią się zmienić. Odwieczny konflikt związki zawodowe-pracodawcy jest dla nich nie zrozumiały. Nie wstępują gremialnie do związków zawodowych , a ich zainteresowanie podąża w kierunku przedsiębiorczości znacznie częściej niż ich rówieśników 20 lat temu.
Mocno biologiczny wstęp to analogia, dzisiejsza związki zawodowe wyglądają na gatunek organizacji , która powinna poddać się ewolucyjnym zmianom. Inaczej może okazać się, że nie przetrwa ewolucji rynku pracy. Alvin Toffler , który w książce „Trzecia Fala” wydanej w latach 70 przewidział rewolucję internetową( wraz z jej ogromnym wpływem na społeczeństwa, politykę i media), napisał drugą książkę o szykującej się kolejnej rewolucji , jej tytuł to „Revolutionary Wealth” –w tłumaczeniu rewolucyjne bogactwo. Autor skupia się na zachodzących zmianach społecznych w rozwiniętych gospodarkach, nad odchodzeniem ludzi z ery konsumentów do prosumentów. Ludzie sami wg. obserwacji autora sami zarządzają swoim życiem, robiąc to w pełni świadomie. Ma to ogromny wpływ na rynek pracy, wielu kwalifikowanych pracowników(takie najczęściej miejsca pracy tworzy nowa gospodarka) nie szuka związków z firmą na długie lata. Aktywnie porusza się pomiędzy firmami, branżami, szukając lepszych dla siebie wyzwań i realizacji w pracy. Pracownicy jutra to nie ludzie szukający ochrony przed dużymi „złymi” korporacjami, to ludzie którzy tworzą lokalną rzeczywistość rynku pracy, produktów i usług.

Popatrzmy na statystki, rosnąca liczba samozatrudnionych przeczy związkowej teorii o wymuszaniu tego rozwiązania przez pracodawców. Ludzie szybko doceniają niższy liniowy podatek, możliwość wykonywania zleceń dla innych , unijne dotacje i inne możliwości jakie daje działalność gospodarcza (mimo trudności administracyjnych) Słynne umowy śmieciowe i postulat ich likwidacji wzbudził wielki bunt organizacji studenckich i młodzieżowych . Młodzi ludzie w tej formule mogą być konkurencyjni na rynku pracy mimo ograniczeń, jakie narzuca czas studiów i brak doświadczeń zawodowych. Pracownicy nie chcą już pracować na jednym stanowisku pracy od kołyski po grób. Po prostu w tak szybko zmieniającym się świecie - to staje się nudne. Równocześnie pracodawcy tworzą nowe systemy pozyskiwania „dusz” pracowników , a pojęcia takie jak marka pracodawcy czy benefit pracowniczy robią furorę w każdej niemal korporacji. Od siłowni, opieki medycznej po prywatne przedszkola, szkolenia i wakacje-firmy ściągają się w „podlizywaniu” się swoim ludziom. O pracownika się walczy, o pracownika się stara niezależnie jakie stanowisko pracy on zajmuje.

Myślenie firm- ludzie to my.

Związkowy Dinozaur wymaga zmiany, ostatnie nieudane akcje protestacyjne pokazują wyraźnie, model działający od lat wymuszający zmiany na politykach czy firmach nie zadziałał. Brak mu poparcia społecznego. Jednocześnie związki zawodowe mają ogromną szansę być pomocnym ekspertem, dla ludzi którzy tej pomocy potrzebują. Pomoc prawna, reprezentacja w dialogu społecznym, edukacja i zmiana tych którym sytuacje życiowe utrudniły przekwalifikowanie zawodowe. Mają do tego środki Unijne, własne składki i pieniądze pochodzące od pracodawców. Reprezentowanie ludzi na rynku pracy , nie może być polityką. Każdy świadomy człowiek wie jak działa system emerytalny, walka o skrócenie wieku emerytalnego nawet gimnazjaliście po podstawowym kursie matematyki wydaje się absurdalna. Nie da się z worka więcej wyjąć niż się do niego włożyło. Walka o zamknięcie elastyczności rynku pracy jest wbrew światowym trendom gospodarczym. Jeżeli firmy , które zmieniają zamówienia i produkcje pod kątem oczekiwać nowych prosumentów nie będą miały elastyczności będą zatrudniać gdzie indziej, a pracownicy najbardziej rozwiniętych(zyskownych) technologia nie potrzebują tej ochrony, to o nich na rynku pracy firmy walczą. Polacy wiedzą czego oczekiwać od rządzących i sami wystawiają im rachunek za brak realizacji ich celów. To widać w wielu miastach, samorządach i w wahaniach poparcia politycznego w kraju.

Związki zawodowe muszę przejść ewolucję, mogą być społecznościom partnerem pracowników, szukającym wraz z pracodawcą najlepszych praktyk, systemów motywacyjnych, sposobów wynagradzania. Uczestnicząc w komisji trójstronnej przekażą głos zebrany w wewnętrznych głosowaniach, rozmowach , forach dyskusyjnych. Jeżeli nie będzie tej ewolucji , mimo wielkiej historycznie siły ten gatunek może zginąć lub zupełnie zmarginalizować się w przyszłości. Wiem , że w organizacjach związkowych jest wielu ludzi o ogromnym potencjale pomysłów, wiem że w wielu firmach praca między pracodawcą a nim jest wręcz idealna. Dlatego wierzę, że ostatni głośny zryw polityczny jest tylko konwulsją idei , która przyświecała tym organizacjom w innych czasach. A przyszłość to współpraca, dialog i wspólne budowanie społeczności zadowolonych partnerów w relacji pracodawca-pracownik.
Trwa ładowanie komentarzy...